sobota, 16 lutego 2013

Ostatnio

nie mam czasu ani ochoty na składanie koralików.

Pracuję. Na najwyższych obrotach. Nadrabiam zaległości, powstałe wskutek mojego trzymiesięcznego "kalectwa", chwytam się spraw nowych, równie czasochłonnych.

Bycie Latarnikiem PCRS kosztuje mnie dużo sił, ale też przynosi niesamowitą satysfakcję. Szkolę, szkolę i szkolę... Co chwila pojawia się ktoś nowy, kto chciałby dołączyć do warsztatów prowadzonych przeze mnie i koleżankę. A my już nie damy rady. Nie w tym kwartale...

Poza tym czytam. Ostatnio zachwyca mnie twórczość Majgull Axelsson. Swego czasu wypożyczyłam z mojej biblioteki "Drogę do piekła" i przepadłam. Niestety, na półkach mojej książnicy więcej pozycji tej szwedzkiej autorki nie znalazłam. I wtedy zjawiła się jedna z czytelniczek z ofertą nie do odrzucenia: czyta Majgull i ma w domu kilka jej powieści. Czy reflektuję? Rzecz jasna!






Tak oto udało mi się dostać "Kwietniową czarownicę" i "Tę, którą nigdy nie byłam". Dwie poruszające, fascynujące lektury.

Siedzę w pracy, za godzinę prowadzę kolejne szkolenie. W międzyczasie może zacznę list pisać....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz